środa, 13 września 2017

Co mogą komisje do spraw ?

Mamy za sobą kolejne dni posiedzeń komisji do spraw wszelakich. I co? I nic. 
Ujawniane są kolejne szczegóły, a właściwie szczególiki, bo to co słyszymy to tylko michałki. Szczegóły w dalszym ciągu są nieznane, albo nie podawane do wiadomości publicznej „ze względu na dobro śledztwa”. W mojej ocenie, jeśli nawet coś konkretnego wiadomo, to nie nadaje się to na materiał procesowy. To tylko domysły i poszlaki.

W obowiązującym porządku prawnym zbyt wiele nie można zrobić. Dlaczego? Popatrzmy kolejno na reprywatyzację warszawską i pozostałe. W pozostałych jest cicho i głucho, a w warszawskiej są pojedyncze sprawy, nagłośnione medialnie. Są pierwsze decyzje, ale nie wiadomo jak wygląda ich wykonanie. Postanowienia komisji Jakiego wstrzymują dotychczasową samowolę, ale co dalej? Tego nie wiemy. Jak daleko cofnięte w czasie będą wcześniejsze decyzje Ratusza? I najważniejsze, kto za to zapłaci? Jakie kary poniosą winni tego procederu i udziałowcy? O tym się nie mówi.

Zanim reprywatyzacji nadano rozgłos medialny, mówiło się, że tylko w Warszawie rzecz dotyczy majątku o wartości rynkowej rzędu 40 mld zł i rozpatrzenia spraw dotyczących około 40 tysięcy byłych właścicieli. W dalszym ciągu nie ma czytelnych regulacji prawnych. To jest największy ból w tym wszystkim. Mniej się o tym mówi, albo wcale, ale reprywatyzacja biegnie w dalszym ciągu i jest to swego rodzaju wyścig. Kto zdąży?

W dalszym ciągu brak albo pomysłu, albo woli politycznej. Pisałem wcześniej, że uporządkowanie tych spraw powinno się zacząć od moratorium na obrót nieruchomościami, ale to okazuje się niewykonalne. 
Dotychczas pokazane przypadki kamienicy przy ul. Poznańskiej 14 i inne, stawiają pytania bez odpowiedzi. Kto pokryje koszty dewastacji budynków i mieszkań? Kto i w jaki sposób zrekompensuje straty i cierpienia ludziom?

Jak przyglądam się medialnym rozgrywkom to widzę tu jeden aspekt. Po ten majątek wyciągają ręce najczęściej nie ich prawowici właściciele. To po pierwsze. Po drugie,
w postępowaniu reprywatyzacyjnym pomijany jest aktualny stan prawno-majątkowy tych posiadłości /kamienic i gruntów/. Podawane są przykłady skali zadłużenia wg stanu
na 1 września 1939 roku, stopnia zniszczenia wg stanu na rok 1945.
Odbudowa następowała ze środków państwowych. To też koszty. Pomijany całkowicie jest fakt obowiązywania regulacji prawnych /kodeks Napoleona/ wg których mienie po które przez 30 lat nikt z prawowitych właścicieli się nie zgłasza, przechodzi na Skarb Państwa. 
Jaka jest podstawa prawna do robienia wyjątków od tej zasady?

Wobec takich problemów uprzątnięcie stajni Augiasza to mały pikuś.

Teraz parę słów w związku z aferą Amber Gold. Problem zupełnie innej natury, ale bezkarność i niewiedza ta sama.
Od ujawnienia afery minęło 5 lat i na dobrą sprawę o szczegółach dalej niewiele albo nic nie wiadomo. 
Nie ma wątpliwości co do jednego. Mamy do czynienia ze strukturą mafijną i to dość dobrze zakonspirowaną. Wystawiono do odstrzału dwa „słupy” i robi się założenie graniczące z pewnością, że na tym sprawa się skończy. Tymczasem kolejne przesłuchania przed komisją sejmową wskazują na możliwe związki ze sprawą kolejnych osób publicznych. Trudność polega dzisiaj na weryfikacji zeznań dotyczących roli służb specjalnych. Świadkowie zeznają, że protokoły zeznań były fałszowane, a nagrania audio, czy wideo mogą być już zniszczone. Tak naprawdę praca komisji sejmowej sprowadza się do weryfikacji materiału zgromadzonego dotychczas przez prokuraturę. 
Warto jednak zwrócić uwagę na zachowanie przed komisją niektórych świadków. Jedni odmawiają składania wyjaśnień, drudzy zasłaniają się niepamięcią, a jeszcze inni próbują zdyskredytować samą komisję. Wszyscy jednak czują się bezkarni. Dlaczego? I to jest ta zagadka.
Jeżeli się przegląda lokalną prasę archiwalną, a w niej artykuły tzw. dziennikarzy śledczych, to wskazują oni na powiązania wzajemne między osobami piastującymi różne stanowiska w strukturach administracji państwowej i samorządowej szczebla nie tylko wojewódzkiego. Te nazwiska, w różnych konfiguracjach powtarzają się na przestrzeni blisko 40 lat. Mówienie o układach mafijnych nie jest tu bezpodstawne. Niektórzy artykułują to wprost, że wszystko jest kwestią ceny.  

O samej aferze AG w zasadzie nie dowiadujemy się niczego nowego. Z małymi przestojami pisze się o niej od 2012 roku i dzisiaj najczęściej rzekome newsy są w rzeczywistości odgrzewanymi kotletami. Brakuje odpowiedzi na zasadnicze pytanie: kto za tym stoi? Coraz więcej poszlak wskazuje, że mogą to być ludzie związani z byłymi, a może i obecnymi służbami specjalnymi. Są też opinie, że mogą to być także obce służby.


Zagadką pozostaje jeden z „słupów” Marcin Plichta vel Stefański. Przypomina się, że jego ojciec był żołnierzem zawodowym /oficerem/ Zarządu II SG WP, czyli wywiadu wojskowego. Jaki mógł mieć związek z „karierą” syna nie dowiemy się już, bo Zbigniew Stefański od lat nie żyje. Marcin P. z powierzonej roli wywiązuje się wzorowo. Milczy. Odsiedzi swój wyrok i będzie wiódł życie rentiera, albo … będzie robił kolejne przekręty, bo to ma we krwi. 

stary.piernik 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Informacja dotycząca plików cookies: