Musimy
sobie zdać sprawę z tego, że wydarzenia bez znaczenia przechodzą po cichu do
historii. Na pewno takim wydarzeniem nie stała się ostatnia wizyta Putina w
Budapeszcie. Ale Putin wyjechał i gromy zbiera Orban. Czy słusznie? Z taką
oceną byłbym ostrożny.
Zacznę
od tego, że kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem. To truizm. Węgry
nie są mocarstwem od zakończenia I wojny światowej. Nie stać ich na samodzielną
politykę zagraniczną. To samo w zasadzie dotyczy Polski. Jednak Węgry mają, w
mojej ocenie, więcej swobody w działaniu niż my. Dlaczego? Prawdę mówiąc, nie
wiem. Dostrzegam tylko fakty.
W latach powojennych mieliśmy z sobą wiele
wspólnego. Poza zdawkowym „Polak Węgier dwa bratanki” mamy jednakowo negatywne
podejście do Rosji. Nie Rosjan. Po rozpadzie ZSRR i struktur międzynarodowych z
tym związanych staraliśmy się o wejście do struktur świata zachodniego. Równolegle
weszliśmy do NATO i UE. Nie spieszymy się z wprowadzeniem u siebie euro jako
waluty narodowej. I na tym można te podobieństwa skończyć.
Współcześnie różni
nas jedno, Węgrzy kilka lat temu wyeliminowali z rządów lewicę. Zrobił to
właśnie Orban. Można się zastanawiać, czy Orban jest pragmatykiem, populistą,
czy po prostu patriotą węgierskim? Udało mu się zrobić parę rzeczy o których my
możemy ciągle marzyć. Osobiście za największy jego sukces uważam ukrócenie na
Węgrzech wszechwładzy MFW. Grożono Węgrom za ten ruch sankcjami, ale sprawa
rozeszła się po kościach.
Węgry
mają wiele problemów narodowościowych będących spuścizną po monarchii
austro-węgierskiej. Mniejszości węgierskie są na Słowacji, na Ukrainie i w
Rumunii. Te konflikty nigdzie nie wygasły i nigdy nie wiadomo gdzie i z jaką
siłą mogą wybuchnąć.
Rosja próbuje rozgrywać nas wszystkich, zwłaszcza kraje
będące niedawno satelitami ZSRR. Stąd propozycje udziału w rozbiorze Ukrainy. Oczywiście
chętnych brak.
Wiele z wydarzeń które rozgrywają się na naszych oczach wynika z
zaniechań UE. Jeżeli coś przemilczamy to nie oznacza wcale, że ten problem
przestaje istnieć. Takim problemem jest wspólna polityka energetyczna UE. Tej
polityki po prostu nie ma. Dlatego Orban rozwiązuje problemy Węgier przy pomocy
dostępnych środków. Deklaracjami polityków nie da się napalić w piecach i nie
tylko. Rurociągi istniejące na Węgrzech nie są w stanie dostarczyć w
wystarczającej ilości gazu z innych kierunków niż z Rosji. UE storpedowała budowę
Nabucco i South Stream, a co w zamian?
Po
wizycie Putina Orban przyjechał do Polski. Nie była to wizyta oficjalna. Został
zaproszony przez Krajową Izbę Gospodarczą na debatę gospodarczą. Przy okazji
doszło do spotkania z premier E. Kopacz. Tematem były sprawy bieżące. Orban był
gościem, a jak został potraktowany przez naszą premierę? Kto ją upoważnił do
strofowania Orbana? W czyim imieniu to zrobiła? Ten niesmak pogłębia głupawa
wypowiedź obecnego doradcy, a wcześniejszego ministra finansów i wicepremiera
JVR. http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/rostowski-orban-nie-otrzymal-zadnego-rozgrzeszenia,516870.html
To
żywcem przypomina magiel albo budkę z piwem! Jak długo będziemy to jeszcze
znosić?
stary.piernik
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz