czwartek, 19 lutego 2015

Po wizycie Orbana w Warszawie



Musimy sobie zdać sprawę z tego, że wydarzenia bez znaczenia przechodzą po cichu do historii. Na pewno takim wydarzeniem nie stała się ostatnia wizyta Putina w Budapeszcie. Ale Putin wyjechał i gromy zbiera Orban. Czy słusznie? Z taką oceną byłbym ostrożny.
Zacznę od tego, że kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem. To truizm. Węgry nie są mocarstwem od zakończenia I wojny światowej. Nie stać ich na samodzielną politykę zagraniczną. To samo w zasadzie dotyczy Polski. Jednak Węgry mają, w mojej ocenie, więcej swobody w działaniu niż my. Dlaczego? Prawdę mówiąc, nie wiem. Dostrzegam tylko fakty. 
W latach powojennych mieliśmy z sobą wiele wspólnego. Poza zdawkowym „Polak Węgier dwa bratanki” mamy jednakowo negatywne podejście do Rosji. Nie Rosjan. Po rozpadzie ZSRR i struktur międzynarodowych z tym związanych staraliśmy się o wejście do struktur świata zachodniego. Równolegle weszliśmy do NATO i UE. Nie spieszymy się z wprowadzeniem u siebie euro jako waluty narodowej. I na tym można te podobieństwa skończyć. 
Współcześnie różni nas jedno, Węgrzy kilka lat temu wyeliminowali z rządów lewicę. Zrobił to właśnie Orban. Można się zastanawiać, czy Orban jest pragmatykiem, populistą, czy po prostu patriotą węgierskim? Udało mu się zrobić parę rzeczy o których my możemy ciągle marzyć. Osobiście za największy jego sukces uważam ukrócenie na Węgrzech wszechwładzy MFW. Grożono Węgrom za ten ruch sankcjami, ale sprawa rozeszła się po kościach.   
Węgry mają wiele problemów narodowościowych będących spuścizną po monarchii austro-węgierskiej. Mniejszości węgierskie są na Słowacji, na Ukrainie i w Rumunii. Te konflikty nigdzie nie wygasły i nigdy nie wiadomo gdzie i z jaką siłą mogą wybuchnąć. 
Rosja próbuje rozgrywać nas wszystkich, zwłaszcza kraje będące niedawno satelitami ZSRR. Stąd propozycje udziału w rozbiorze Ukrainy. Oczywiście chętnych brak. 
Wiele z wydarzeń które rozgrywają się na naszych oczach wynika z zaniechań UE. Jeżeli coś przemilczamy to nie oznacza wcale, że ten problem przestaje istnieć. Takim problemem jest wspólna polityka energetyczna UE. Tej polityki po prostu nie ma. Dlatego Orban rozwiązuje problemy Węgier przy pomocy dostępnych środków. Deklaracjami polityków nie da się napalić w piecach i nie tylko. Rurociągi istniejące na Węgrzech nie są w stanie dostarczyć w wystarczającej ilości gazu z innych kierunków niż z Rosji. UE storpedowała budowę Nabucco i South Stream, a co w zamian?
Po wizycie Putina Orban przyjechał do Polski. Nie była to wizyta oficjalna. Został zaproszony przez Krajową Izbę Gospodarczą na debatę gospodarczą. Przy okazji doszło do spotkania z premier E. Kopacz. Tematem były sprawy bieżące. Orban był gościem, a jak został potraktowany przez naszą premierę? Kto ją upoważnił do strofowania Orbana? W czyim imieniu to zrobiła? Ten niesmak pogłębia głupawa wypowiedź obecnego doradcy, a wcześniejszego ministra finansów i wicepremiera JVR. http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/rostowski-orban-nie-otrzymal-zadnego-rozgrzeszenia,516870.html  
To żywcem przypomina magiel albo budkę z piwem! Jak długo będziemy to jeszcze znosić?

stary.piernik

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Informacja dotycząca plików cookies: