piątek, 16 września 2016

Okiem obserwatora



Okazuje się, że można. Przez tydzień nie zaglądałem do laptopa i … przeżyłem :) 
 
W sumie nie ma czego żałować. Ciągle to samo, tylko w różnym natężeniu. To skłoniło mnie do spojrzenia na otaczającą rzeczywistość bardziej syntetycznie. 

Kto i dlaczego ma interes w tym, żeby robić nam wszystkim wodę z mózgu. Inna sprawa, że nie wszyscy są podatni na to mieszanie. To też prawda. Jeśli chodzi o mieszanie nam w głowach, to nie robią tego nasi przyjaciele, ale wrogowie. Nie robią tego oczywiście bezinteresownie. Mają w tym interes albo bezpośrednio oni, albo ich mocodawcy.

Od jakiegoś czasu karierę w mediach robi słowo „dezinformacja”. Co to takiego? Zmarły ksiądz Józef Tischner ujął to lapidarnie: są trzy prawdy świento prawda, tys prawda i gówno prawda. W przełożeniu na język zrozumiały dla laika jest to prawda bezdyskusyjna /oczywista/, prawda częściowa i bujda na resorach, albo jak kto woli, kaczka /często/ dziennikarska.

Wielu ludzi nie zada sobie wysiłku, żeby sprawdzić informacje u źródła i bezkrytycznie powtarza to co usłyszy lub przeczyta. W ten sposób rodzi się plotka która ma niestety dużą siłę rażenia, bo słowo wróblem uleci, a powróci wołem.

Z półprawdami i bujdami trudno jest walczyć, bo natura ludzka jest taka, że chętniej nadstawiamy ucha na wszelkiej maści sensacje aniżeli na informacje wyczerpujące, ale trudne do przyswojenia. Z taką sytuacją spotykamy się wszędzie i konsekwencje też są różne. Inaczej wygląda to w życiu rodzinnym, towarzyskim i zawodowym, a inaczej w polityce.

Dezinformacja jest szczególnie groźna w skutkach w polityce. Umiejętnie dozowana może być źródłem czyjejś klęski, a naszego sukcesu. Wiedziano o tym od tysięcy lat. Na czoło wysuwa się tu chiński myśliciel Sun Tzu ze swoją „Sztuką wojny”. Jemu przypisywane jest 13 złotych zasad będących podstawą sztuki manipulacji. http://www.fronda.pl/blogi/memento-mori/manipulacja-spoleczenstwem-wg-13-zasad-sun-tzu,26248.html  Jedna z tych zasad brzmi: Dyskredytujcie wszystko co dobre w kraju przeciwnika. Inna zaś: Nie szczędźcie obietnic i podarunków, żeby zdobyć wiadomości. Nie żałujcie pieniędzy, bo pieniądz w ten sposób wydany zwróci się stu krotnie.
W kolejnych wiekach Sun Tzu miał godnych siebie kontynuatorów, jak choćby N. Machiavelli, czy Carl von Clausewitz, ale jego metody do perfekcji doprowadziła Rosja Radziecka i współczesna Rosja. Bardzo ciekawa pod tym względem jest wydana po raz pierwszy w 1984 roku na Zachodzie książka fachowca w tej branży A. Golicyna Nowe kłamstwa w miejsce starych http://www.rodaknet.com/Golicyn%20Anatolij%20-%20Nowe%20klamstwa%20w%20miejsce%20starych,%20r.%201-25.pdf  Szkoda, że literatura ta jest mało spopularyzowana.

Trudno uwierzyć, ale szef rumuńskiego wywiadu za rządów Causescu gen. Ion Pacepa /który uciekł do USA/, twierdzi że w tzw. bloku wschodnim  na potrzeby dezinformacji pracowało więcej ludzi niż służyło łącznie w wojsku i przemyśle obronnym. Ten stan nie uległ zmianie po dzień dzisiejszy. Znalezienie dowodów na potwierdzenie tego o czym piszę wymaga nieco czasu i wysiłku. Tych dowodów jednak nie brakuje.

Zasadą jest, że polityk nie mówi prawdy. Chyba, że się pomyli J Polityk z reguły mówi to co chce usłyszeć jego rozmówca czy słuchacz.

Minie niedługo rok sprawowania rządów przez PiS z dodatkami. Coraz więcej zwolenników PiS ma świadomość, że co innego mówiono w kampanii wyborczej, a co innego jest realizowane po wyborach. Ostrożni w ocenach mówią, że koalicja ma na realizację swych obietnic cztery lata. Tylko czy wyborcom starczy cierpliwości?

Problem nie tkwi jednak wyłącznie w obietnicach i ich realizacji. Hasłem przewodnim jest „dobra zmiana” którą szybko przemianowano na „dojną zmianę”. Czy to tylko robota zawistników? Na pewno nie w 100%. Trzeba pamiętać o podstawowej prawdzie: błędów nie popełnia tylko ten kto nic nie robi. Chodzi jednak o minimalizację tych błędów. Zawsze będzie to o ten jeden błąd za dużo. Zawsze też trzeba rozstrzygać, czy błąd był przypadkowy, czy zamierzony.

Ponieważ mam za sobą sporo przeżytych lat, z zasady staram się sprawdzić w kilku źródłach wiarygodność informacji wypuszczonej na światło dzienne. Jednym z takich testerów jest zdanie podobno wypowiedziane przez rosyjskiego księcia i polityka carskiego z końca XIX wieku Aleksandra Gorczakowa  Nie wierzę w niezdementowane informacje.  

W ostatnich miesiącach, a może nawet latach mamy okazję często przekonać się o znaczeniu manipulacji, czy dezinformacji. Najlepiej widać to na przykładzie „gadających głów” czyli wszelkiej maści programów publicystycznych w których obok prowadzącego występuje kilku etatowych dyskutantów.
Z punktu widzenia prowadzącego problem polega na zagospodarowaniu przydzielonego czasu antenowego. Dyskutanci przychodzą z określonym nastawieniem i gotowym przekazem medialnym. Niestety, ale są wśród nich etatowi gawędziarze którzy z zegarkiem w ręku biegają od studia do studia i reprezentują poglądy nie swoje, ale swojej partii, na dowolny temat. Operowanie nazwiskami nie ma tu sensu, bo większość wie o kogo chodzi.  Co można, to podziwiać odporność na wiedzę wielu z nich.

Z moich obserwacji wynika jeszcze coś innego, mianowicie niezależnie od reprezentowanej partii ci ludzie przed kamerami i mikrofonami odgrywają teatrzyk dla gawiedzi, a po skończonym programie w przyjaźni idą na kawę, albo na wódkę. Oni nie muszą mieć własnego zdania. Są tylko partyjnym dodatkiem do maszynek do głosowania i jedyne co jest ważne to to żeby się nie pomylili kiedy i jaki przycisk mają nacisnąć. 

stary.piernik 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Informacja dotycząca plików cookies: