Okazuje się,
że można. Przez tydzień nie zaglądałem do laptopa i … przeżyłem :)
W sumie nie
ma czego żałować. Ciągle to samo, tylko w różnym natężeniu. To skłoniło mnie do
spojrzenia na otaczającą rzeczywistość bardziej syntetycznie.
Kto i
dlaczego ma interes w tym, żeby robić nam wszystkim wodę z mózgu. Inna sprawa,
że nie wszyscy są podatni na to mieszanie. To też prawda. Jeśli chodzi o mieszanie
nam w głowach, to nie robią tego nasi przyjaciele, ale wrogowie. Nie robią tego
oczywiście bezinteresownie. Mają w tym interes albo bezpośrednio oni, albo ich
mocodawcy.
Od jakiegoś
czasu karierę w mediach robi słowo „dezinformacja”. Co to takiego? Zmarły
ksiądz Józef Tischner ujął to lapidarnie: są
trzy prawdy świento prawda, tys prawda i gówno prawda. W przełożeniu na język zrozumiały dla laika jest to prawda
bezdyskusyjna /oczywista/, prawda częściowa i bujda na resorach, albo jak kto
woli, kaczka /często/ dziennikarska.
Wielu
ludzi nie zada sobie wysiłku, żeby sprawdzić informacje u źródła i
bezkrytycznie powtarza to co usłyszy lub przeczyta. W ten sposób rodzi się
plotka która ma niestety dużą siłę rażenia, bo słowo wróblem uleci, a powróci wołem.
Z
półprawdami i bujdami trudno jest walczyć, bo natura ludzka jest taka, że
chętniej nadstawiamy ucha na wszelkiej maści sensacje aniżeli na informacje
wyczerpujące, ale trudne do przyswojenia. Z taką sytuacją spotykamy się
wszędzie i konsekwencje też są różne. Inaczej wygląda to w życiu rodzinnym,
towarzyskim i zawodowym, a inaczej w polityce.
Dezinformacja
jest szczególnie groźna w skutkach w polityce. Umiejętnie dozowana może być
źródłem czyjejś klęski, a naszego sukcesu. Wiedziano o tym od tysięcy lat. Na
czoło wysuwa się tu chiński myśliciel Sun Tzu ze swoją „Sztuką wojny”. Jemu
przypisywane jest 13 złotych zasad
będących podstawą sztuki manipulacji. http://www.fronda.pl/blogi/memento-mori/manipulacja-spoleczenstwem-wg-13-zasad-sun-tzu,26248.html
Jedna z tych zasad brzmi: Dyskredytujcie wszystko co dobre w kraju
przeciwnika. Inna zaś: Nie szczędźcie
obietnic i podarunków, żeby zdobyć wiadomości. Nie żałujcie pieniędzy, bo
pieniądz w ten sposób wydany zwróci się stu krotnie.
W
kolejnych wiekach Sun Tzu miał godnych siebie kontynuatorów, jak choćby N.
Machiavelli, czy Carl von Clausewitz, ale jego metody do perfekcji doprowadziła
Rosja Radziecka i współczesna Rosja. Bardzo ciekawa pod tym względem jest
wydana po raz pierwszy w 1984 roku na Zachodzie książka fachowca w tej branży
A. Golicyna Nowe kłamstwa w miejsce
starych http://www.rodaknet.com/Golicyn%20Anatolij%20-%20Nowe%20klamstwa%20w%20miejsce%20starych,%20r.%201-25.pdf
Szkoda, że literatura ta jest mało
spopularyzowana.
Trudno
uwierzyć, ale szef rumuńskiego wywiadu za rządów Causescu gen. Ion Pacepa /który
uciekł do USA/, twierdzi że w tzw. bloku wschodnim na potrzeby dezinformacji pracowało więcej
ludzi niż służyło łącznie w wojsku i przemyśle obronnym. Ten stan nie uległ
zmianie po dzień dzisiejszy. Znalezienie dowodów na potwierdzenie tego o czym
piszę wymaga nieco czasu i wysiłku. Tych dowodów jednak nie brakuje.
Zasadą
jest, że polityk nie mówi prawdy. Chyba, że się pomyli J
Polityk z reguły mówi to co chce usłyszeć jego rozmówca czy słuchacz.
Minie
niedługo rok sprawowania rządów przez PiS z dodatkami. Coraz więcej zwolenników
PiS ma świadomość, że co innego mówiono w kampanii wyborczej, a co innego jest
realizowane po wyborach. Ostrożni w ocenach mówią, że koalicja ma na realizację
swych obietnic cztery lata. Tylko czy wyborcom starczy cierpliwości?
Problem
nie tkwi jednak wyłącznie w obietnicach i ich realizacji. Hasłem przewodnim
jest „dobra zmiana” którą szybko
przemianowano na „dojną zmianę”. Czy
to tylko robota zawistników? Na pewno nie w 100%. Trzeba pamiętać o podstawowej
prawdzie: błędów nie popełnia tylko ten
kto nic nie robi. Chodzi jednak o minimalizację tych błędów. Zawsze będzie
to o ten jeden błąd za dużo. Zawsze też trzeba rozstrzygać, czy błąd był
przypadkowy, czy zamierzony.
Ponieważ
mam za sobą sporo przeżytych lat, z zasady staram się sprawdzić w kilku
źródłach wiarygodność informacji wypuszczonej na światło dzienne. Jednym z
takich testerów jest zdanie podobno wypowiedziane przez rosyjskiego księcia i
polityka carskiego z końca XIX wieku Aleksandra Gorczakowa Nie wierzę
w niezdementowane informacje.
W
ostatnich miesiącach, a może nawet latach mamy okazję często przekonać się o znaczeniu
manipulacji, czy dezinformacji. Najlepiej widać to na przykładzie „gadających
głów” czyli wszelkiej maści programów publicystycznych w których obok
prowadzącego występuje kilku etatowych dyskutantów.
Z
punktu widzenia prowadzącego problem polega na zagospodarowaniu przydzielonego
czasu antenowego. Dyskutanci przychodzą z określonym nastawieniem i gotowym
przekazem medialnym. Niestety, ale są wśród nich etatowi gawędziarze którzy z
zegarkiem w ręku biegają od studia do studia i reprezentują poglądy nie swoje,
ale swojej partii, na dowolny temat. Operowanie nazwiskami nie ma tu sensu, bo
większość wie o kogo chodzi. Co można,
to podziwiać odporność na wiedzę wielu z nich.
Z
moich obserwacji wynika jeszcze coś innego, mianowicie niezależnie od
reprezentowanej partii ci ludzie przed kamerami i mikrofonami odgrywają
teatrzyk dla gawiedzi, a po skończonym programie w przyjaźni idą na kawę, albo
na wódkę. Oni nie muszą mieć własnego zdania. Są tylko partyjnym dodatkiem do
maszynek do głosowania i jedyne co jest ważne to to żeby się nie pomylili kiedy
i jaki przycisk mają nacisnąć.
stary.piernik
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz